Znajdź na blogu...

sobota, 11 sierpnia 2012

Narodziny

To słowo - klucz.

W dzisiejszych czasach NARODZINY dziecka zastępuje się mocno zmedykalizowanym i wielce logistycznym przedsięwzięciem pt. "rodzenie". Kobiety chcą rodzić szybko, w określonym terminie, bez bólu i najlepiej poza własną świadomością w ogóle.
Przyjechać do szpitala w umówionym dniu,  powiedzieć "hello" umówionemu lekarzowi, już w progu dostać umówione znieczulenie, potem kroplówkę z oksytocyną i jeszcze tylko zamknąć oczy-otworzyć oczy i taram-taram! dziecko na brzuchu.
Albo jeszcze lepiej - umówić się na cesarskie cięcie - i może nie będę tego zdania rozwijać...

Osobiście przeżyłam NARODZINY swoich dwóch córek, z czego drugie ledwie miesiąc temu, więc wrażenia mam jeszcze świeże...

Przed pierwszym porodem oczywiście naczytałam się o nim wszystkiego, co tylko dało się znaleźć w internecie - o oznakach, fazach, sposobach łagodzenia bólu, o porodach w polskich szpitalach, itd, itp.; omijałam tylko skrzętnie temat komplikacji i wszelkich problemów okołoporodowych oraz wszelkie fora, od czytania których można pożałować, że zachciało się mieć dziecko...

Nastawiłam się pozytywnie, myślałam tylko o porodzie naturalnym, do szpitala zabrałam saszetkę z lawendą, żeby oddychać nią, gdyby już bardzo bolało...

Maja urodziła się siłami natury, po ponad dobie od pierwszych skurczy i całej nocy w szpitalu, i owszem, ból towarzyszył jej narodzinom ale dziecko przyszło na świat wtedy, kiedy chciało, bez jakiejkolwiek inwazji w ten proces a ja zapamiętałam swój pierwszy poród jako spokojny i szczęśliwy.

Przed drugim porodem nie czytałam o tym nic, przecież wiedziałam już jak to jest; cały czas powtarzałam tylko, że tym razem będzie szybciej :) I owszem, miałam możliwość, że "pani przyjedzie w poniedziałek rano, podamy kroplówkę i szybko urodzi" ale dla mnie nie było takiej opcji, żeby sztucznie wywoływać dziecko na świat...

Tak więc Sara, tak jak Maja, urodziła się wtedy, kiedy chciała, siłami natury i bez jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz, a że tym razem miało być szybciej więc wszystko razem trwało 4 godziny :)

I tu jest sedno sprawy - po 3 godzinach od pierwszych skurczy jeszcze nic nie zapowiadało szybkiego rozwiązania - owszem, skurcze były ale niczego nie wnosiły, 2 centymetry były wciąż 2 centymetrami. Miła pani położna przyniosła mi piłkę, która mogła mi pomóc, chociaż nie bardzo wiedziałam jak i już zdążyliśmy z Mężem pomyśleć, że pewnie znowu będziemy się "bujać" do rana...

I nagle przypomniało mi się, że przecież wszystko jest w głowie i zaczęłam pracować równocześnie z piłką i głową. Oszczędzając szczegółowego opisu, kiedy powiedziałam do Męża, żeby poprosił położną bo mam skurcze parte, pani weszła do nas ze słowami "to byłby chyba jakiś cud"... No i cud był - 20 minut później Sara leżała na moim brzuchu a my śmialiśmy się ze zdziwionych min dookoła :)

Pan doktor przyszedł, obejrzał matkę czyli mnie, obejrzał dziecko i powiedział z uśmiechem: "przecież ja nie mam tu nic do roboty! poproszę więcej takich porodów". A wtedy ja powiedziałam z jeszcze większym uśmiechem: WSZYSTKO JEST W GŁOWIE :)) na co dostałam odpowiedź: "dokładnie tak jest!"

---------------------------------------------------

Tym razem miało być szybko ale nawet ja sama zdziwiłam się, że aż tak szybko. Pozytywne nastawienie i współpraca umysłu z ciałem sprawiły, że i ten poród był dla mnie spokojny i radosny a momentu NARODZIN Sary nie zapomnę nigdy...

Wiele razy usłyszałam, że jestem stworzona do rodzenia - dziękuję bo to miłe usłyszeć coś dobrego. Ale przecież wiele z nas a nawet większość z nas jest stworzona do rodzenia...

A więc KOBIETY. Nie dajcie sobie wbić w głowy, że poród to ból, piekło i trauma na całe życie. Nie dajcie sobie wmówić, że nie umiecie rodzić. My mamy w sobie głęboko tę moc - by naturalnie wydać dziecko na świat, by znieść towarzyszący temu ból i błyskawicznie o nim zapomnieć, jak tylko dziecko zamkniemy w ramionach. A nasze dzieci zasługują na to, żeby przychodzić na świat w przeznaczonym im czasie i ze wsparciem rodzącej je matki, świadomej dziejącego się cudu...

Czas ciąży to czas na przygotowanie się do porodu - dziecko przygotowuje się do niego tak samo jak my; więc wykorzystajcie ten czas na odkrycie i utrwalenie w sobie tej mocy, która pozwala dzieciom rodzić się spokojnie i bez skutków ubocznych inwazji w ich NARODZINY. I pamiętajcie - wszystko jest w głowie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Po przeniesieniu bloga na nową stronę możliwość komentowania istnieje tylko pod nowym adresem wszystkojestwglowie.pl

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.