Znajdź na blogu...

sobota, 17 października 2015

ZUPA FASOLOWA w stylu włoskim

Dzisiaj szybki wpis o zupie.
Szybkiej oczywiście :)

2 lata temu na blogu pokazywałam 2 ekspresowe zupy pomidorowe, w tym jedną z fasolą właśnie.


Tamta była bardziej tradycyjna smakowo, fasola + majeranek, i taką właśnie najczęściej robię, pomidorową lub białą, ale w ten deseń.


Dziś mamy fasolówkę bardziej w stylu włoskim, pomidory + czosnek + bazylia, 

i kolejny raz przekonuję się, że te smaki są jednak bliższe mojemu sercu...

A więc:


- fasolę ugotowaną przy okazji gotowania fasoli na smalec wrzucamy do garnka,


- zalewamy litrem soku pomidorowego 100%,


- włączamy średni ogień pod garnkiem,


- dodajemy przyprawy - u mnie dziś były to: 

1 łyżeczka papryki słodkiej wędzonej, pół łyżeczki pieprzu, 2 świeżo wyciśnięte ząbki czosnku, kopiasta łyżeczka suszonej bazylii; kto potrzebuje, dosala, 

- dodajemy olej,


- podgrzewamy całość chwilę,


- nalewamy na talerze, jemy.


Całość zajmuje nie więcej, niż 10 minut, od wrzucenia fasoli do garnka do gorącej zupy na talerzu, a smak... spróbujcie sami :) SMACZNEGO!




środa, 14 października 2015

Te słynne CHIPSY Z JARMUŻU

Wszyscy mają jarmuż-chipsy, mam i ja ;)

A tak na serio, do tej pory jakoś nie przemawiało do mnie jedzenie przypalonej kapusty i używałam jarmużu głównie zmrożonego do koktajli.


Dziś jednak zabrakło mi miejsca w zamrażalniku (wypełnionym jarmużem ;)), żeby upchać kolejną porcję, więc postanowiłam spróbować tych słynnych chipsów, no i zrobiłam na próbę 1 blaszkę. Zniknęła w mgnieniu oka, więc zrobiłam kolejną, 

a skończyło się ostatecznie na 8, czyli upiekłam cały jarmuż...

Jak zrobiłam swoje chipsy?



Ja, jak to ja, nie bawiłam się w żadne wykrajanie łodyg i krojenie liści na kawałki, tylko po umyciu go w gorącej wodzie pod kranem obrałam tak, jak zawsze czyli jak liście akacji w zabawie "kocha-nie kocha"...

Gruba łodyga poleciała do kosza, porwane palcami kawałki liści do dużej miski, poprzygniatałam tu i ówdzie ręcznikiem papierowym nadmiar wody.


Posoliłam solą morską (niedużo, żeby nie wyszły za słone, pół łyżeczki spokojnie wystarczy), posypałam solidnie papryką słodką wędzoną w proszku, do tego dałam łyżeczkę oleju kokosowego bezzapachowego i wszystko wygniotłam rękami, żeby olej i przyprawy dobrze się rozprowadziły. 


Ułożyłam liście na blaszce przesmarowanej olejem i włożyłam do piekarnika nagrzanego na 150 stopni, termoobieg. Pierwsza partia piekła się ok. 10 minut, kolejnym starczyło już 6. 

Upieczone liście zgarniałam do miski i szybko wykładałam nowe, no i tak do 8 blaszki zeszła mi godzinka. DOBRE.


Podobno pyszne są też z cynamonem, nie omieszkam spróbować następnym razem, bo z pewnością będzie jeszcze u nas ten następny raz.


Zdjęcia nie oddają cudownej lekkości i chrupkości upieczonych liści, naprawdę zaskoczyło mnie TO! Cóż, czasem warto zaryzykować zjedzenie np. zjaranej kapusty ;)





WEGAŃSKIE ŚNIADANIA - przegląd przez 2 tygodnie



Oj, długo już nic tu nie pisałam, a to dlatego, że przerzuciłam aktywność blogową na facebooka: www.facebook.com/weganskiblogwszystkojestwglowie 
gdzie "jestem" kilka razy dziennie, pokazując, co jemy przez cały dzień.


Zdaję sobie sprawę jednak, że nie wszyscy z fb korzystają, dlatego dziś zrobię tu małe podsumowanie tego, co działo się przez ostatni miesiąc na fejsie.

Przede wszystkim - skąd ten pomysł, żeby pokazywać całe jedzenie w ciągu dnia?

Ano stąd, że funkcjonując w różnych wege grupach widzę, że ciągle pojawiają się nowe, początkujące osoby, szukające wsparcia na początku wege drogi, pytające o naprawdę podstawowe sprawy na co dzień i nie wiedzące czasem nawet, co zjeść w ramach przekąski, oprócz banana.

Sama byłam kiedyś w podobnej sytuacji i trochę czasu minęło, zanim wszystko zaczęło być tak proste, jak dziś.

Oczywiście, wiele jest wege blogów w sieci, polskich i zagranicznych, wiele wspaniałych przepisów można w nich znaleźć, czasem prostych, czasem trudnych, ze "zwykłych" składników i egzotycznych.

Zazwyczaj jednak odpowiedź na pytanie "co zjeść jutro na śniadanie" rośnie do rozmiarów wielkiej rozkminy, z którą ciężko sobie poradzić, nie mając doświadczenia, a wszystkie te wspaniałości, które ogląda się na blogach, tylko potęgują wrażenie, że najpierw trzeba zrobić wielkie zakupy za równie wielkie pieniądze w specjalnych sklepach, bo inaczej to tylko... banan ;)

Dlatego właśnie, wracając do korzeni idei tego bloga, postanowiłam zrobić z niego podręczny pomocnik, do którego w każdej chwili można zajrzeć szukając PROSTYCH inspiracji na ZWYKŁE jedzenie na co dzień, na śniadanie, obiad i kolację, i na przekąskę typu chipsy, jeśli ma się taką chęć, a nie wiadomo które są wegańskie.

Zaczynając od śniadań, podstawą wyżywienia co drugi dzień jest u nas OWSIANKA BEZ GOTOWANIA czyli płatki owsiane górskie zalane na noc wodą, rano dodane do nich banany, zmielony len i jakieś jeszcze owoce, w zależności od pory roku.

Przez 2 tygodnie pokazywania owsianki na fb żadna opcja nie powtórzyła się ani razu, czyli to nie musi być nudne ;)

Zaczynając od owsianki z malinami, przez:

- owsiankę z mandarynkami,

- z kakao i kiwi zamiast malin,

- ze śliwkami i cynamonem,

- mój ukochany zestaw - z malinami i borówkami,

- ze śliwkami i borówkami,

- z jabłkiem i cynamonem,

do owsianki z pomarańczami, przerobiliśmy niby jedną i tę samą owsiankę na 7 różnych sposobów, wszystkich bardzo smakowitych.

Owsianka "zmieniana" była co drugi dzień przez:

- tosty z pomidorami grillowane, z solą, bazylią i olejem konopnym,

- bagietki posmarowane olejem kokosowym, ze szczypiorkiem i czosnkiem + sałatka ze świeżych ogórków, papryki i sałat,

- michę owoców: banany, maliny, borówki,

- naleśniki z kremem czekoladowym i wiśniami,

- chleb "7 ziaren" z masłem orzechowym,

- chleb "7 ziaren" z "masłem" z awokado,

- kanapki z olejami kokosowym i konopnym, awokado, czosnkiem, ogórkami świeżymi i kiszonymi, pomidorami, paprykami, sałatami, co kto lubi.

I oto okazało się, że przez 14 dni mieliśmy codziennie inne śniadanie, a niby nie wiadomo, co na tym weganie jeść...

Gdzie i za ile kupić to wszystko, czego używałam przez 2 tygodnie?

- Płatki owsiane górskie, Melvit dla Biedronka, 2 zł/500g.

- Banany i inne owoce + warzywa - osobiście kupuję z targu, bo mam wygodny układ z sąsiadami, którzy tam handlują ale spokojnie znajdziecie wszystko w tej przysłowiowej Biedronce, dobrej jakości i w dobrych cenach.

- Awokado - Biedronka, bywa promocja na pyszną odmianę Hass 10 zł/kg.

- Len i przyprawy biorę od siebie, np. super cynamon tutaj: DR-KALDYSZ-CYNAMON-MIELONY-100-g.

- Chleb tostowy wieloziarnisty - Biedronka, 2,50/500g.

- Chleb "7 ziaren" - świetny chleb, żytni z ziarnami, bez polepszaczy i konserwantów, oczywiście Biedronka, 2,50 za 12 kromek.

- Oleje kokosowy i konopny - najlepsze oczywiście u mnie :))

Coco-Farm-OLEJ-KOKOSOWY-100-PURE-BIO-260ml-240g

OLEJ-KONOPNY-India-TLOCZONY-NA-ZIMNO-250-ml-spozywczy-i-kosmetyczny.

- Krem czekoladowy - EnerBio, Rossmann 16 zł za słoik, bywa w promocji za 12 zł.

- Masło orzechowe najlepsze z wszystkich - Peo's Creamy, Kaufland, 8 zł, aż 90% orzeszków.


Oczywiście, chleb można upiec samemu, krem czekoladowy i orzechowy ukręcić samemu, a nawet można samemu wytłoczyć olej, jeśli ma się sprzęt ale...

Kiedy początkujący weganin zastanawia się, co w ogóle może zjeść i żeby jeszcze było to smaczne, pożywne i wartościowe, ostatnią rzeczą, o której myśli jest: "jak to zrobić samemu".

Jasne, że takie myśli przychodzą później a wraz z nimi robienie wszystkiego samemu z fasoli ;)
ale też nie wszyscy mają czas/możliwości/chęci, żeby samodzielnie produkować jedzenie od A do Z, ja też tego nie robię, jednak :D

No i oczywiście istnieje znacznie większy wybór tych produktów w sklepach stacjonarnych i internetowych ale celowo pokazałam to, co sama kupuję będąc w potrzebie i mając pod nosem 2 Biedronki, Rossmanna i Kaufland.

Mam nadzieję, że podoba Wam się taki dzisiejszy wpis i mam nadzieję, że uda mi się pisać w ten sposób częściej, mam jeszcze w zanadrzu kilka fajnych pomysłów, tylko ciągle czasu brak...

Dołączcie na fejsbuku, jeśli korzystacie, a od dziś blog również na Instagramie, chociaż nie wiem, jak to wszystko ogarnę ;)

https://instagram.com/wszystkojestwglowie/



czwartek, 1 października 2015

ZIELONE MUFFINKI KOKOSOWE Z CZEKOLADĄ CHILLI




Z okazji 

Międzynarodowego Dnia Wegetarianizmu
życzę wszystkim zielonym 

dobrego i miłego dnia :)






Przy okazji  przypominam przepis na zielone muffinki: 

http://wszystkojestwglowie.blogspot.com/2014/03/zielone-babeczki.html

i podpowiadam małe modyfikacje.

Wybrałam tym razem mleko kokosowe, żeby wzmocnić kokosowy smak.

Zamiast oleju płynnego dodałam do składników mokrych 2 kopiaste łyżki oleju kokosowego, którego używam już w tej chwili dosłownie do wszystkiego, prócz sałatek.

Nie mając świeżego szpinaku użyłam jarmużu.

Co prawda kolor ciasta nie wyszedł tak pięknie soczyście zielony, jak przy szpinaku, ale jednak zielony.


Przed pieczeniem posypałam ciacha kawałkami czekolady z chilli i solą morską (ta czekolada nie bardzo mi smakuje sama ale do ciast sprawdza się rewelacyjnie) oraz obficie kokosem.

Upiekły się nieco ciemniejsze ale bardzo pyszne, zielone ciastka "bounty" z nutą chilli. Właśnie zajadam popijając kawką i polecam Wam, też sobie zróbcie :))



wtorek, 22 września 2015

ZUPA KREM Z DYNI - jak zwykle ekspresowa. GOTOWANIE WG 5 PRZEMIAN.

Dynia w gulaszu jednym, dynia w gulaszu drugim i jeszcze zostało pół dyni, więc dziś - ZUPA KREM Z DYNI.

Jak to u mnie, obiad musi robić się w miarę szybko, żeby więcej czasu na życie starczyło ;)

Przepis będzie więc łatwy, a przy okazji znowu ze wskazówkami, co po kolei dodawać wg 5 przemian.

Zaczynamy od rozgrzania 2 łyżek oleju kokosowego w garnku (i na początek mamy Ogień).

Teraz idzie dynia - obraną ze skóry kroimy na mniejsze kawałki, ale bez specjalnej pieczołowitości, bo na koniec i tak wszystko zmieli blender. Na bieżąco dorzucamy do garnka mieszając za każdym razem i to jest element Ziemi.

Do tego ze 2 marchewki (dalej Z), żeby zjeść trochę marchewki po prostu :) Kroimy na mniejsze kawałki, dorzucamy do dyni, mieszamy.

Teraz Metal (ostre) - 1 cebula poszatkowana z grubsza, do garnka i mieszamy.

Kawałek świeżego imbiru (około 5-6 cm), kroimy na kilka kawałków, do garnka, mieszamy.

Pieprzu ile kto lubi, jakieś pół płaskiej łyżeczki, mieszamy.

Ze 2 łyżeczki mieszanki przypraw curry (dalej Metal), mieszamy.

Teraz Woda - ale jeszcze nie woda :)) Najpierw sól - 1 płaska łyżeczka soli morskiej. Tak, mieszamy :)) Można dodać też 1 łyżeczkę bulionu warzywnego w proszku ale nie jest to konieczne. I teraz dolewamy zimnej wody, tyle, żeby przykryła wszystko, co jest w garnku. Pokrywka, średni ogień, gotuje się.

Zupka sobie mięknie i przechodzi smakami, a my w tym czasie sprzątamy blat i szykujemy sobie Drzewo czyli natkę pietruszki do posypania zupy już na talerzu, wyciągamy z szafki popping z amarantusa (inaczej amarantus ekspandowany, dmuchany) oraz mleczko kokosowe, no i blender.

Kto ma Vitamixa lub inny blender kielichowy, przelewa teraz wszystko z garnka do kielicha i miksuje całość na wspaniały dyniowy krem (dzięki temu dzieci nie widzą marchewki i cebuli).
Kto nie ma, blenduje "żyrafą" w garnku.

Już na talerzach posypujemy krem natką pietruszki (Drzewo), kilkoma łyżkami amarantusowego poppingu (Ogień) i na koniec polewamy lekko mleczkiem kokosowym (Ziemia), uzyskując rozgrzewającą i harmonizującą zupę na obiad czy kolację w zimny dzień.

Dziś jedliśmy zagryzając gorącymi tostami ale można zrobić też grzanki i dodać bezpośrednio do kremu.

100% vegan, bez wyrzeczeń, super ekspres i jeszcze harmonijnie - czego trzeba nam więcej?..

Pozdrawiam Was gorąco i życzę jak zwykle SMACZNEGO!

P.s. Jeśli jeszcze nigdy nie robiliście zakupów u mnie w sklepie, zapraszam serdecznie tutaj :)

P.s. 2 Taki krem z dyni najlepszy jest z dyni upieczonej wcześniej w piekarniku, ale że mnie prawie zawsze się spieszy... Warzywa podduszone na oleju w garnku są równie aromatyczne, a czas przygotowania obiadu sprowadzony do minimum. Wypróbujcie i piszcie.


sobota, 19 września 2015

Wegański GULASZ SOJOWY + DYNIOWO-PIECZARKOWY

Hej!

Dzisiaj miało być coś innego ale nie wyszło i wylądowało w koszu, więc podam Wam ekspresowy przepis na szybki obiad.


W ten sam sposób możemy przygotować pyszny gulasz.


Na etapie pomiędzy wstępnym zmiękczaniem a przyprawianiem po prostu ściągamy kotlety na chwilę z patelni, kroimy szybko na paski, wrzucamy spowrotem na patelnię i dalej już postępujemy tak samo (przyprawianie, dodawanie tłuszczu, dolewanie wody, itd.).

W międzyczasie gotujemy spaghetti i szykujemy szybką sałatkę z sałaty lodowej, pomidorów, bazylii suszonej i świeżej + olej konopny i trochę soli.

Gotowy gulasz wymieszałam z resztą wczorajszego obiadu, który świetnie się przechował do dziś, GULASZEM DYNIOWO-PIECZARKOWYM Z IMBIREM (tym razem dodałam starty na tarce świeży kawałek imbiru).

Obiad gotowy, smacznego! :)


czwartek, 17 września 2015

GĘSTA ZUPA Z SOCZEWICY zwana dalem (dhalem). GOTOWANIE WG KUCHNI 5 PRZEMIAN

Bardzo lubię zupę z soczewicą, zwłaszcza kiedy przychodzi jesień i zima.

Zazwyczaj jest ona u nas drugim etapem po daniu z soczewicą i warzywami, o czym pisałam tutaj.

Dzisiaj zachciało mi się zupy z soczewicy ale nie było dania wczoraj :) więc dzisiejsza wersja powstała nieco inaczej.

Poza tym - jeszcze nigdy nie wspominałam, że od wielu lat wszystko, co gotuję, staram się robić wg filozofii 5 przemian i właśnie jest świetna okazja, żeby Wam ją przedstawić na praktycznym przykładzie.

Najprościej rzecz ujmując 5 przemian związanych jest z 5 żywiołami - elementami, z którymi związane jest wszystko, co istnieje w naszym świecie. Elementy te oddziałują ze sobą w różnych cyklach, albo wspierających/tworzących albo niszczących lub wyczerpujących. Najważniejsze, aby unikać cyklów niszczących, a kiedy tylko można, wykorzystywać oddziaływania wzmacniające.

Filozofia 5 elementów rozciąga się na wiele płaszczyzn (m.in. na przestrzeń, w której żyjemy i pracujemy, co jest podstawą sztuki Feng Shui, którą zresztą zajmuję się od lat ), również na pożywienie, które rośnie i które przygotowujemy w naszych kuchniach.

W telegraficznym skrócie prawidłowy czyli tworzący/budujący cykl 5 żywiołów to: Drzewo - Ogień - Ziemia - Metal - Woda. Gotując rozpoczyna się zazwyczaj od Ognia (zagotowanie wrzątku lub rozgrzanie oleju). Potem dodaje się stopniowo elementy kolejnych żywiołów, zachowując między nimi przynajmniej małe odstępy (dotyczy to zarówno warzyw i innych składników, jak i przypraw).
Oczywiście cała teoria 5 przemian jest trochę bardziej złożona, jednak tytułem wstępu najważniejsze zdążyłam już wyjaśnić.

Dzisiejszą zupę z soczewicy zgodnie z 5 przemianami robimy tak:

- w garnku rozgrzewamy olej kokosowy (czyli zaczynamy od Ognia),
- wrzucamy na niego startą na dużych oczkach tarki marchew (4 sztuki), mieszamy (tu mamy Ziemię),
- ścieramy seler (pół dużego), dodajemy do marchwi, mieszamy (seler należy do Metalu),
- kroimy cebulę w drobną kostkę, dodajemy do garnka, mieszamy (dalej Metal),
- solimy to wszystko trochę (pół łyżeczki soli morskiej), mieszamy (sól należy do Wody),
- dodajemy kilka drobno pokrojonych suszonych pomidorów, mieszamy (przemiana Drzewa),
- dodajemy 1/3 łyżeczki kurkumy (znowu Ogień),
- wsypujemy 250g przepłukanej czerwonej soczewicy (Ziemia),
- przyprawiamy dodatkowo: łyżeczka papryki w proszku (Z), pół łyżeczki pieprzu (M), jeszcze pół łyżeczki soli (W),
- zalewamy całość wodą (2 razy więcej, niż to, co w garnku) (W),
- i zostawiamy na małym ogniu, żeby soczewica powoli się rozgotowywała.

Po ok. pół godziny warto zajrzeć do garnka, dolać więcej wody (cały czas jesteśmy przy W) i jeszcze zostawić. Kiedy w garnku widać już piękne błotko zamiast wyraźnych warzyw i soczewicy, wyłączamy ogień i najlepiej, jeśli zupa może postać jeszcze jakiś czas.

Po mniej więcej godzinie jest już idealna do jedzenia (moim zdaniem), już na talerzu można posypać natką pietruszki (Drzewo), której mnie dziś zabrakło.

Taka zupa jest sycąca, pożywna i im dłużej stoi, tym lepiej smakuje. Można ją oczywiście doprawić nieco ostrzej, jednak ze względu na dzieci u mnie przeważają raczej wersje light (kto chce doprawia sobie mocniej już na talerzu).

Czy chcielibyście, żeby częściej podawać przepisy właśnie w taki sposób?


wtorek, 15 września 2015

DIETA DR DĄBROWSKIEJ - cz.4, podsumowanie

Ostatni wpis na ten temat długo czekał na swój moment ale zrobiłam to celowo - chciałam pisać o długofalowych efektach i nowych przyzwyczajeniach, natomiast nie byłam w stanie przewidzieć, przez ile czasu będą one działać.

Od mojego eksperymentu mija właśnie pół roku i okazuje się, że to najlepsza pora na ostateczne podsumowane tego doświadczenia.

Jak pisałam w poprzedniej części http://wszystkojestwglowie.blogspot.com/2015/05/dieta-warzywno-owocowa-cz3-wrazenia.html, wiele zasad diety przerodziło się u nas w nowe nawyki żywieniowe.

Przede wszystkim przez bardzo długi czas nie mieliśmy ochoty na żadne przetworzone jedzenie, najchętniej jedliśmy owoce i warzywa w najbliższej naturalnej postaci (surowe lub lekko ogrzane), a czas temu sprzyjał - wiosna, lato, mnogość świeżego, dobrego, kolorowego jadła :)

Zdecydowanie chętniej jadłam na śniadanie michę pomidorów z ogórkami kiszonymi, a do tego na zagrychę 2 kromki chleba, niż odwrotnie. Odrzucało mnie od wszelkich ciastek, chipsów i w ogóle słodyczy, z wyjątkiem słodkich owoców. Nie miałam ochoty nawet na makarony, które normalnie lubię jeść, nie smakowało mi też nic ze zwykłej mąki pszennej (pieczywo, naleśniki, itd.), jedynie pełnoziarniste produkty. Na początku powrotu do normalnego jedzenia nie smakowały mi nawet ziemniaki! Kawę piliśmy raz dziennie, napojów innych, niż woda, wcale.

Jednak, jako że nasza rodzina to 2+2 czyli osób wpływających na to, co na stole, jest więcej, a to ktoś miał chęć na zwykłe "białe" naleśniki, a to ktoś woli zwykłe spaghetti od razowego, a to ktoś chciałby bagietkę, a to chipsy, bo piątek, piąteczek, piątunio.

I kiedy te rzeczy zaczęły w zasięgu ręki się pojawiać, ręka zaczęła po nie sięgać, najpierw tylko skubiąc odrobinę, a po jakimś czasie zjadając np. całą paczkę chipsów bez mrugnięcia okiem. Bo tak chyba działa ludzki mózg, ciągnie go do tych cholernych chipsów i najchętniej popija je szklaneczką miętówki z lodem, bo piątek, bo lato, bo trochę luzu trzeba sobie dać, bo przecież nie można ciągle się spinać, bo wystarczająco dużo mamy obciążeń na co dzień, żeby jeszcze z jedzeniem się męczyć i czegoś sobie odmawiać, niby dla zdrowia.

I tak, pół roku po wiosennym oczyszczaniu, znowu chętnie wciągam chipsy (oczywiście nie codziennie, powiedzmy w ten przysłowiowy piątek), galaretki w czekoladzie, białe naleśniki i ciepłe tosty z kremem czekoladowym i jeszcze konfiturą na to, ale wiecie co? Nie zamierzam przejmować się tym nic, a nic :) Mamy dobre nawyki żywieniowe jako fundament naszego odżywiania i to jest podstawa do tego, żeby swobodnie pozwolić sobie na takie przyjemności.

Nasze codzienne jedzenie, porównując do większości ludzi, których znamy, jest, uważam, na bardzo dobrym poziomie. Sam weganizm sprawia, że już "na dzień dobry" nie jemy mięsa, nabiału i wszystkiego, co związane z ich produkcją. Jak pisałam już też wielokrotnie tutaj, nasze posiłki nie są skomplikowane, staram się przy gotowaniu jak najmniej przetwarzać żywność, jemy zdecydowanie więcej rzeczy pieczonych, niż smażonych, więcej tylko lekko ogrzanych/zmiękczonych, niż długo gotowanych, itd. Świeże warzywa i owoce są u nas codziennie, a kiedy zbliża się jesień i zima, normą w naszym domu będą kasze gryczana i jaglana, fasola, soczewica, ziemniaki i warzywa korzeniowe pieczone, rozgrzewające przyprawy, kiszonki, owoce suszone, orzechy, pestki, nasiona, ziarna, itd.

Te 10% dodatków w postaci chipsów w piątek, tak jak i te trochę cukru, które tu i ówdzie się pojawia, w ogólnym rozrachunku jest bez znaczenia, baza jest wystarczająco dobra, żeby nam to nie szkodziło. Z drugiej strony jednak z pewnością będziemy sobie takie wiosenne oczyszczania powtarzać, choćby dla symbolicznego odnowienia po zimie, która niestety dopiero przed nami i szczerze polecam spróbować wszystkim, którym przeszedł taki pomysł przez myśl, bo to naprawdę ciekawe doświadczenie, odstawić prawie wszystko, oczyścić zmysły i zacząć przyjmować na nowo.

Podsumowując ten cykl załączam linki do 3 poprzednich wpisów, żeby nie trzeba było szukać po całym blogu:

Dieta dr Dąbrowskiej cz.1 - wstęp


Dieta dr Dąbrowskiej cz.2 - zasady diety


Dieta dr Dąbrowskiej cz.3 - wrażenia





A przy okazji tematu diety mam też dla Was interesującą ofertę.

Zostałam poproszona i z chęcią zgodziłam się, aby zaprezentować Wam Ośrodek Dietetyki i Piękna Drzewo Życia. Jest to całkowicie nowy ośrodek, aspirujący do kliniki, leczenia DIETĄ ROŚLINNĄ.

Pierwsze turnusy ruszają jeszcze we wrześniu, a w czasie tygodniowego pobytu Ośrodek oferuje:

- pobyt w luksusowym obiekcie nad morzem, z pełnym wyżywieniem w oparciu o dietę roślinną,
- konsultacje dietetyczne z dietetykiem i lekarzem, opiekę lekarską,
- zróżnicowane zajęcia ruchowe, warsztaty na temat zdrowego stylu życia,
- opiekę profesjonalnego trenera przez cały czas pobytu,
- praktyczne spotkania z dietetykiem w formule "Szkoły Gotowania",
- leczenie, warsztaty i wykłady, by móc kontynuować działania już samodzielnie w domu.

To pierwszy taki ośrodek w Polsce, można porównywać go z ośrodkami europejskimi, oferującymi np. terapię Gersona, a korzystając z niego za moim poleceniem, możecie zyskać 20% rabatu do ceny za turnus.

Wystarczy wydrukować załączoną ulotkę, na górze wpisać "Blog Wszystko jest w głowie" i zabrać ze sobą jadąc na wczasy :)


P.s. Planuję otworzyć kolejny cykl wpisów, tym razem w temacie przechodzenia na weganizm, jak zacząć, na czym bazować + podstawowa wiedza żywieniowa w pigułce, co Wy na to?